Do historycznego, pierwszego w historii klubu sezonu w II lidze, Unia przystąpiła w nieco tylko przemeblowanym składzie. Klub gorzowski nie dysponował wielkimi możliwościami "transferowymi", stąd skład został jedynie uzupełniony kilkoma zawodnikami, głównie z klubów z terenu województwa zielonogórskiego. Początek jednak nie był najlepszy. W pierwszym spotkaniu w Gorzowie, w obecności ponad 5 tys. widzów, surowej lekcji udzielił gorzowskim piłkarzom Śląsk Wrocław. Mimo, iż zespół Unii rozpoczął mecz obiecująco, i po 20 min. prowadził po golu Dragona 1:0, spotkanie zakończyło się pewną i zasłużoną wygraną wrocławian. Wynik 1:3 i tak był korzystny dla gospodarzy, bowiem Śląsk miał szanse na kilka dalszych bramek.

A oto statystyczny zapis tego spotkania:

13 marca 1960 - Unia Gorzów - Śląsk Wrocław 1:3
Unia: Kozielski, Dukat, Wolak, Stupiński, Wilczak, Zawko, Kaczmarek, Dragon, Daniszewski, E. Lasecki, Szuster. Śląsk: Jenek, Cisowiec, Mielnik, Bazan, Gacka, Marks, Stachowiak, Droździok, Krawiarz, Łuczak, Czok. 1:0 Dragon - 1:1 Stachowiak - 1:2 Krawiarz - 1:3 Krawiarz

W pierwszym swoim wyjazdowym spotkaniu, Unia uległa w Szczecinie Arkonii 0:1. Był to pierwszy z serii nieudanych występów na boiskach rywali. Dość powiedzieć, że z jedenastu spotkań wyjazdowych gorzowianie przywieźli zaledwie jeden punkt, remisując w Warszawie, po dramatycznym meczu, 4:4 z tamtejszą Polonią. Prawdziwym curiosum był mecz w Kaliszu z tamtejszą Calisią - przeciwnikiem gorzowian w walce o utrzymanie. Na spotkanie "nie dojechali sędziowie", wobec tego arbitrami meczu byli sędziowie ... z Kalisza. Skończyło się oczywiście wygraną gospodarzy 4:1 ...Znacznie lepiej było na własnym stadionie - w Gorzowie Unia poniosła, oprócz inauguracyjnego meczu ze Śląskiem, jeszcze dwie porażki, a dwa mecze zremisowała. Sześć spotkań zakończyło się wygranymi gorzowian, niestety w większości Unia wygrywała te mecze różnicą zaledwie jednej bramki, i to srodze zemściło się w końcowej tabeli. Gorzowianie zajęli bowiem 10. miejsce z 15 pkt., mając identyczny dorobek jak Polonia Warszawa, niestety "Czarne Koszule" miały dużo lepszy bilans bramkowy, i to pogrążyło gorzowian. Duży wpływ miały na to klęska Unii w Raciborzu z tamtejszą Unią (0:9), a także W przerwie między rundą wiosenną a jesienną gorzowska Unia rozegrała kilka towarzyskich spotkań z zespołami I-ligowymi. Sporym sukcesem była wygrana 2:1 z Wisłą Kraków, oraz remis 1:1 z Lechią Gdańsk. Z kolei w pojedynku z Pogonią Szczecin niebiesko-biali przegrali aż 1:4.

78

Frekwencja na II-ligowych spotkaniach przy ul. Myśliborskiej wynosiła średnio 4-6 tys. na mecz. Najwięcej widzów zgromadziły pojedynek ze Śląskiem, a także mecze z Polonią Warszawa, Lechem Poznań, Arkonią Szczecin, i Bałtykiem Gdynia. Spore zainteresowanie wywołał też "tradycyjny" już tzw. mecz przyjaźni pomiędzy reprezentacją Gorzowa, a reprezentacją Frankfurtu n. Odrą.

1961

Ponieważ Unia w sezonie 1960 uczestniczyła (w systemie wiosna-jesień) w rozgrywkach II ligi, a w międzyczasie nastąpiła reforma (przejście na system jesień-wiosna), stąd po spadku do klasy okręgowej, na wiosnę 1961 gorzowianie grali "poza klasyfikacją". Prowadzono wówczas dwie tabele: jedną obejmującą całe rozgrywki, i drugą, obejmującą tylko rundę wiosenną. Jedynie w przypadku zajęcia 1. miejsca w tabeli "wiosny", stilonowcy mogli myśleć o walce o powrót do II ligi, gdyż rozgrywaliby oni wtedy dodatkowy mecz o mistrzostwo klasy "O" i możliwość gry w barażach, ze zwycięzcą całych rozgrywek "okręgówki", Czarnymi Żagań. W międzyczasie, w styczniu 1961 r. dokonano oficjalnej zmiany nazwy klubu z KS Unia na Zakładowy KS Stilon. Akt ten został poprzedzony ogólnozakładową dyskusją i ankietą wśród członków klubu i kibiców. Zmiana nazwy miała w oczywisty sposób wiązać klub z zakładem, czynić z ZKS wizytówkę fabryki, integrować załogę i firmę, stanowić swoistą reklamę przedsiębiorstwa. Jednak pierwsza połowa 1961 roku nie była dla Stilonu zbyt udana. Niedawny II-ligowiec zajął bowiem dopiero 3. lokatę w tabeli "wiosny": Od sezonu 1961/62 rozpoczął się wybitnie nieudany okres w historii sekcji piłkarskiej ZKS Stilon. Niebiesko-biali przez kolejne lata pogrążali się w kryzysie, w czym zapewne duży wpływ miało odejście niemal wszystkich zawodników pamiętających awans do II ligi.

1962

Zespół Stilonu jeszcze w sezonie 1961/62 zajął 4. miejsce w tabeli klasy okręgowej, lecz do czołowej trójki - Lechii Zielona Góra, Promienia Żary, oraz Czarnych Żagań - stracił sporo, bo odpowiednio 7, 6, i 4 "oczka". W okresie tym (1961-63) doszło do Stilonu sporo nowych zawodników, wśród których warto wymienić: Kazimierza Lisiewicza, Józefa Piątka, Feliksa Kurzynogę (dwaj ostatni grali wcześniej w Pogoni Szczecin), Tadeusza Sędziaka (byłego reprezentanta Lecha Poznań), Józefa Nowaka (z Wisły Kraków), oraz Bronisława Głuszaka. Jesień 1962 roku była już dla stilonowców fatalna. W dwunastu pojedynkach niebiesko-biali, dysponujący przecież całkiem przyzwoitym składem, wywalczyli ledwie 3 pkt. (1 wygrana, 1 remis i 10 porażek).

1963

Wiosną 1963 r. było tylko troszeczkę lepiej, gdyż Stilon zdobył "aż" 9 "oczek". W niczym nie zmieniło to faktu, że w końcowej tabeli sezonu 1962/63 stilonowcy uplasowali się na ostatniej pozycji, i razem z innym gorzowskim klubem, Sokołem, spadli do klasy A.

1964

W sezonie 1963/64 Stilon stoczył dramatyczną walkę o powrót do "okręgówki" z drugim spadkowiczem - Sokołem. Początek rozgrywek był nie najlepszy - co prawda Stilon wysoko wygrywał ze słabeuszami, ale tracił punkty w meczach z Celulozą Kostrzyn, Wartą II Gorzów, Pogonią Skwierzyna, czy też Czarnymi Witnica. Także bezpośredni pojedynek z Sokołem na własnym stadionie zakończył się porażką 1:4. W pewnym momencie Stilon tracił 4-5 pkt. do lidera, jednak wtedy nastąpiła mobilizacja. Znakomita seria 9 zwycięstw i 2 remisów - w tym zwycięstwo w rewanżu z Sokołem 1:0 - pozwoliła na doścignięcie w tabeli najgroźniejszego rywala. Regulamin w tym wypadku przewidywał dodatkowy mecz. Po zakończeniu rozgrywek rozegrano zatem w Gorzowie, na neutralnym stadionie Warty, decydujący pojedynek o mistrzostwo klasy A, w którym zdecydowane zwycięstwo 3:0 (po bramkach Mazura, Piotra Trzęsioka i Okonia) odniósł Stilon. Kolejny sezon był równie udany. Jak na beniaminka, Stilon spisywał się bardzo dobrze, by nie powiedzieć rewelacyjnie. Udanie do zespołu wprowadzili się m. in. Ryszard Ratajczak, bramkarz Tadeusz Staszewski, oraz Bogdan Szmagalski. Mimo kilku słabszych spotkań, i niespodziewanych porażek, gorzowianie zajęli ex-aequo 1. miejsce w tabeli, wspólnie z finalistą Pucharu Polski, zespołem Czarnych Żagań.

1965

Podobnie jak rok wcześniej, znów Stilon musiał rozegrać dodatkowe spotkanie. Tym razem w Zielonej Górze lepsi okazali się piłkarze z Żagania, zwyciężając 4:1. A oto statystyczny zapis tego pojedynku: Po zakończeniu rozgrywek okazało się, że nie tylko mistrz, ale i wicemistrz województwa otrzymał szansę walki o awans do II ligi. Stilon został zakwalifikowany do grupy 1, a jego przeciwnikami były: Karpaty Krosno, Górnik Ruda Śląska, Bielawianka Bielawa, Czarni Radom i KS Nysa. Tym razem jednak gorzowski zespół otrzymał surową lekcję, doznając w dziesięciu spotkaniach dziewięciu porażek, i tylko raz remisując (z KS Nysa 2:2). Na kolejną szansę awansu trzeba było poczekać do następnego sezonu. Po jedenastoletniej przerwie, zespół ZKS Stilon wystartował w rozgrywkach centralnych PP, jako finalista szczebla wojewódzkiego. W 1/64 finału niebiesko-biali przegrali jednak w Poznaniu z Olimpią 0:2.

9

W 1965 roku po raz kolejny rozegrano tzw. mecz przyjaźni z zespołem z Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Tym razem przeciwnikiem Stilonu była ekipa Dynama Babelsberg. Zwyciężyli gospodarze w stosunku 3:1.

1966

Stabilizacja składu, w oparciu o zawodników pozyskanych i wychowanych w ostatnich latach zaprocentowała dobrymi występami zarówno jesienią 1965 r., jak i wiosną 1966 roku. Ostatecznie Stilon zajął 3. miejsce, o punkt za najlepszymi w lidze zespołami Orła Międzyrzecz i Promienia Żary. Trzecioligowe boiska okazały się jednak zbyt wymagającym "poligonem" dla stilonowców. Początek w wykonaniu beniaminka był nawet niezły, ale potem z meczu na mecz było coraz gorzej. Praktycznie już na półmetku zespół trenera Władysława Pieca był pewnym spadkowiczem, stąd wiosną nowemu szkoleniowcowi Leonardowi Marcinkiewiczowi przyszło jedynie ogrywać młodzież i przygotowywać się ponownie do występów na boiskach województwa.

1967

Wiosną wyniki nie były o wiele lepsze. Przepaść jaka dzieliła wtedy beniaminka od doświadczonych zespołów ze Śląska (grały w tej grupie m. in. ROW Rybnik, Urania Ruda Śląska, Piast Gliwice, Górnik Radlin, Wyzwolenie Chorzów, GKS Wodzisław, mające na koncie występy w II, a nawet I lidze) była aż nadto widoczna. Gorzowianie z dorobkiem zaledwie 11 punktów zajęli ostatnie, 16. miejsce.

1968

Doświadczenie, zebrane przez rok startów w silnym towarzystwie, jednak procentowało. Po sezonie spędzonym na boiskach "okręgówki" stilonowcy ponownie zameldowali się w klasie MW, choć i tym razem przygoda z "trzecim frontem" potrwała zaledwie jeden sezon. Tym razem gorzowianie zdobyli w 30 spotkaniach 16 punktów, i zajęli 14. miejsce w tabeli, wyprzedzając jedynie Ślęzę Wrocław i Promienia Żary. Kadra Stilonu była w tym czasie niezwykle szeroka. Do drużyny gorzowskiej wchodziło coraz więcej młodych zawodników, a na dodatek stan personalny sekcji został też poważnie "wzmocniony" dzięki wchłonięciu sekcji Sokoła i Almiry.

10

1969

Kolejny atak na III ligę nie powiódł się. W sezonie 1969/70 Stilon ukończył rozgrywki na 3. miejscu, za Promieniem Żary i silną w owym czasie Sprotavią Szprotawa.