Liga: Stilon Gorzów - Korona Kożuchów 3:0 (1:0)

Liga: Stilon Gorzów - Korona Kożuchów 3:0 (1:0)

13/05/2017 - 19:34 Tekst: Leszek Sokołowski

Szybki, momentami zacięty i z pewnością emocjonujący pojedynek Stilonu Gorzów zakończony efektownym zwycięstwem. Na uwagę zasługuje dobre przygotowanie motoryczne obu drużyn, a wynik nie odzwierciedla łatwego zwycięstwa Stilonu nad niżej notowanym przeciwnikiem. Bramki strzelali niebiesko-biali, ale Korona także miała swoje szanse. Tym zwycięstwem wykonaliśmy kolejny krok do ostatecznego triumfu w lidze. Przed nami wyjazdowy pojedynek w Starym Kurowie, a potem półfinał wojewódzkiego Pucharu Polski. Druga część maja zapowiada się niezwykle atrakcyjnie.  

Od samego początku Stilon narzucił swój styl gry. Wysoki pressing, zawłaszczenie środka pola i niezwykle groźne ataki skrzydłami. Po jednej z takich akcji wywalczył Stilon rzut rożny. Po precyzyjnym dośrodkowaniu najlepiej w polu karnym znalazł się Damian Szałas, który trafieniem potwierdził wysoką dyspozycję i jeśli utrzyma formę możemy być przekonani, że pierwszej jedenastki nie wypuści już do końca sezonu. Ładne i co najważniejsze efektowne otwarcie w 6 minucie nie podcięło skrzydeł gościom. Potwierdzał to swoim zaangażowaniem i emocjami trener Korony Mirosław Zelisko, który pozytywnie motywując zawodników "ładował" w nich pozytywną energię. Przez chwilę mogliśmy odnieść wrażenie, że stara się być z drużyną na boisku. Imponujące.

Po trafieniu nie spuszczaliśmy z tonu, a najmocniej w ofensywie pracował Paweł Posmyk. "Stary wilk" pola karnego wracał po piłkę i angażował się w grę na całej szerokości boiska. To dodawało naszym motywacji, bo jeśli kapitan napędza zespół to pozostali starają się grać co najmniej z takim samym zaangażowaniem. Dziś Posmyk imponował walecznością i poświęceniem. Bramki jednak nie strzelił. Strzelali za to młodsi następcy i to daje nadzieję, że godnie będą potrafili wejść do drużyny już ukształtowanej i zbudowanej wg koncepcji trenera Adama Gołubowskiego. Tego cechowała dziś powściągliwość i jakby ukradkiem podpowiadał z ławki trenerskiej jak mają grać uczący się trudnej sztuki bycia piłkarzem Stilonu Gorzów.

Do przerwy już nic więcej nie wpadło, ale okazji mieliśmy co najmniej kilka. Uderzenia zza pola karnego próbowali w kolejności: Alan Błajewski (dysponujący "armatą" z prostego podbicia), Filip Wiśniewski (strzelający, ale dziś pracujący w drugiej linii bez najmniejszego zawahania) i Mateusz Ogrodowski. Ten ostatni huknął z aż zatrzeszczały żebra. Nie był to jego dzień, bo gdy wpadł na niego napastnik Korony to sędzia dopatrując się przewinienia naszego defensora sięgnął po żółty kartonik. To niestety już szósta kartka, a więc Klub musi zapłacić do związku należną karę.

Po zmianie stron nasi ustawili się w tyralierze w taki sposób jakby chcieli rzucić się przeciwnikom do nóg od razu gdy usłyszą gwizdek arbitra. Tak właśnie stało się, a Koroniarze nazwali ten manewr "atakiem szerszenia". Miękkie dośrodkowanie "Garego", główka Piotra Rymara i Posmyk stanął przed swoją szansą. Nie był to twój dzień na strzelanie bramek kapitanie... Kilka minut później w zamieszaniu pod bramką Damiana Perwińskiego najprzytomniej odnalazł się Piotr Rymar. Szybki zwrot przez lewe ramię spowodował, że znalazł się "oko w oko" z goalkipperem gości. Płaski strzał w krótki róg bramki i mogliśmy unieść ręce w geście triumfu.

Dwie bramki przewagi to jednak dla Stilonu było za mało. Dodatkowo silne wsparcie uzyskali nasi z sektora "H". Kibice nie dali zapomnieć zawodnikom o tym, że Stilon Gorzów gra nie tylko efektywnie, ale przede wszystkim efektownie. To niosło naszych już do końca meczu. Nie czuć było zmęczenia, ale trener i tak postanowił wprowadzić "młodzież" na boisko. Niezwykle pracowity Masahiro Enjo, który dziś zasłużył na miano "wszędobylskiego" zrobił miejsce dla Daniela Mrozka. Nasz napastnik wszedł na boisko, ale widać było jakieś "zdenerwowanie" w poczynaniach naszego pewniaka.

Gdy na trybunach odczuwalny był spokój o końcowy wynik, a kibice wciąż oczekiwali kolejnych trafień uderzył na bramkę wprowadzony kilka minut wcześniej Damian Adamski. Dwadzieścia kilka metrów do bramki, a ten młodziak niczym rutyniarz bez krzty zawahania uderzył w światło bramki. Gdy piłka mijała Rafała Świtaja ten jeszcze zdołał zmienić jej tor lotu i zdezorientowany bramkarz musiał wyciągnąć futbolówkę z sieci. Trzy bramki dały komfort i obie drużyny grając do końca nie zmieniły oblicza tego meczu.

To była dobrze przygotowana drużyna pod względem wydolnościowym i motorycznym. Trudno jest dotrzymać nam kroku, a oni to potrafili. Przynajmniej przez większą część spotkania. Uważam, że to drużyna zupełnie inna niż na jesień, więc cieszę się tym bardziej, że wygraliśmy pewnie i nie daliśmy szansy na jakikolwiek błąd - powiedział po meczu Filip Wiśniewski.

To kolejne zwycięstwo naszej drużyny. Wobec przegranej Ilanki w Rzepinie w pojedynku z Formacją Port 2000 Mostki powiększyliśmy przewagę do 13 punktów. Jeśli zachowamy taką skuteczność to zwycięstwo w lidze możemy notować już dużo wcześniej. To dobrze, bo swoboda i radość z odniesionego sukcesu jakim będzie niewątpliwie awans będziemy mogli celebrować dłużej. Z pewnością pozwoli to trenerowi na zastosowanie nowych wariantów taktycznych i testowanie nowych zawodników, którzy z zespołu juniorów zasilą pierwszą drużynę.